środa, 7 maja 2014

ROZDZIAŁ 8

Gdy byliśmy już na miejscu weszłam do środka, a za mną Ross. Idąc korytarzem słyszałam jak rodzice kłócą się w kuchni, więc postanowiłam po cichutku pójść do swojego pokoju. Gdy byliśmy już z Rossem w moim królestwie wyciągnęłam walizkę, otworzyłam garderobę i zaczęłam się pakować. Ale jeszcze rozejrzałam się po moim pokoju:
Blondyn stojąc niedaleko mnie, przypatrywał mi się z uwagą. Trochę mnie to krępowało, więc po jakimś czasie zwróciłam się do niego:
- Czemu się tak na mnie patrzysz? - w moim głosie dało się wyczuć nutkę skrępowania. Blondyn jakby się dopiero ocknął, zaczął powoli do mnie podchodzić. Spanikowana odwróciłam wzrok w stronę mojej walizki. Czym bardziej czułam zapach jego perfum tym bardziej moje serce zaczęło łomotać.
- Co się dzieje? Boisz się mnie? - zapytał, kiedy znalazł się przy mnie.
- N-nie - jąkałam się lekko przestraszona. Nie wiem czemu się go bałam.
- Hej, nic ci przecież nie zrobię - szepnął mi w ucho, i odwrócił mnie do siebie. Spojrzałam mu w oczy, a on zaczął się do mnie przybliżać i kiedy musnął moje usta, cały strach się ulotnił. Zaczęliśmy się namiętnie całować, po chwili chłopak złapał mnie za uda i podniósł do góry, a ja owinęłam swoje nogi wokół jego tali, i cały czas mnie całując położył mnie delikatnie na łóżko, a sam położył się na mnie, już łapał za dół mojej bluzki, kiedy do mojego pokoju weszli rodzice. Ross oderwał się ode mnie gwałtownie po czym wyprostował się niczym sztacheta w płocie. Ja za to stanęłam za blondynem trzęsąc się lekko z obawą przed reakcją rodziców.
- Co tu się wyrabia!?-Wrzasnął mój ojciec.-Stałem po twojej stronie a ty?! A ty rzucasz się w ramiona jakiegoś tępego blondyna?! Mam cię dość! Wynoście się stąd!-W kącikach moich oczu pojawiły się łzy. Słone łzy. Ojciec, który mimo swojej cholernej pracy interesował się mną bardziej niż matka, chce mnie teraz wyrzucić z domu. Przez co? Przez to, że nie chciałam się przespać z jakimś obcym dwudziestoczteroletnim oblechem! To okropne, jak moja własna matka swoimi durnymi urojeniami spieprzyła mi życie! Wyszłam zza pleców Rossa i podeszłam do ojca.
-Myślałam że chociaż tobie odrobinę na mnie zależy! Ale widzę, że dla ciebie się nic nie liczy! Nawet własny wnuk!-Wygarnęłam ojcowi prosto w twarz. Kątem oka zauważyłam chytry uśmieszek mojej matki. Co to ma wszystko znaczyć do cholery?!
-Widzisz kotku...-Wymruczała kobieta spoglądając na mężczyznę.-Mówiłam ci że ona zawsze jest taka pyskata. Tylko jak ty jesteś w domu udaje aniołka. To jest niegodziwa bezwstydnica.-Mogę przyrzec że moja twarz zrobiła się czerwieńsza od samego pomidora. Gdyby nie Ross rzuciłabym się na nią z pazurskami. Rodzice wciąż patrzyli się na nas z obrzydzeniem jak i zaciekawieniem.
-Nie warto Lau... Nie warto...- szeptał blondyn podczas gdy ja siłowałam się z jego umięśnionym ramieniem.-Masz wszystko? - przestałam się szarpać, przez co chłopak zluźnił uścisk. Przytaknęłam lekko głową na jego pytanie, po czym odwróciłam się do rodziców.
-Tak jak pragnęłaś już od dawna... wyprowadzam się stąd.-Zwróciłam się do rozpromienionej matki. Byłej matki. Zaś ojcu posłałam spojrzenie pełne bólu i smutku.-Myślałam że chociaż ty mnie kochałeś.-Wyszeptałam z oczami pełnymi łez. Ross widząc, iż nie jestem w stanie się ruszyć z miejsca, objął mnie lekko i odciągnął od ludzi, którym zawdzięczam te nędzne życie. Nie zdążyłam się obejrzeć, a już szłam z Rossem ramię w ramię przez miasto. Jak na chłopaka przystało ciągnął za sobą moją walizkę. Spojrzałam na jego twarz. Wydawała się być zamyślona, a nawet bardzo. Jego oczy skierowane były na jakiś daleko oddalony punkt przed nami.
- Ty mnie kochasz? - zapytałam wyrywając chłopaka z zamyślenia. Ten zaś spojrzał na mnie zdziwiony.
- Przecież wiesz, że cię kocham.........was kocham - dodał po chwili i zatrzymał się, po czym mnie pocałował. Odwzajemniłam gest. Chwilę potem dalej wędrowaliśmy do jego domu.

*Oczami Rossa*
Laura wydawała się być zamyślona i smutna. W końcu się jej nie dziwię. Tacy rodzice to jakaś masakra! Nie wiem jakim cudem ona mogła z nimi wytrzymać pod jednym dachem. Chociaż... ja też nie miałem przecież lekko. Chyba los nas dobrze dobrał. 
-To tutaj.-Oznajmiłem dziewczynie uśmiechając się nieśmiało. Nieśmiało? Co się ze mną dzieje?! Ja nieśmiały przy dziewczynie?! Laura zachichotała pod nosem.
-Przecież już tu byłam. Nie pamiętasz?-Chichotała, lecz nagle coś musiało przejść jej przez myśl, ponieważ jej wyraz twarzy spoważniał. Patrząc w jej oczy dojrzałem niepewność przeplataną ze smutkiem.- Nie pamiętasz?-Powtórzyła szeptem. W kącikach jej oczu ujrzałem łzy. Dopiero wtedy domyśliłem się o co jej chodzi.
- Cooo? To nie tak! Ja nic nie piłem! Pamiętam wszystko!
- Przysięgasz? - zapytała łamliwym głosem.
- Tak, przysięgam. Pamiętam każdy dotyk i pocałunek, to była najlepsza noc w moim życiu - powiedziałem i ją pocałowałem, tak jak jeszcze nigdy. W ten pocałunek wlałem wszystkie emocje jakie mną szargały, i kiedy się od siebie oderwaliśmy powiedzieliśmy jednocześnie:
- Wow - nic więcej z siebie nie wykrztusiliśmy tylko weszliśmy do środka. Już w korytarzu moją twarz ogarnął przyjemny zapach papierosów... Chwila! Przecież... kobiety w ciąży nie powinny wdychać tytoniu. Cholera! Nie pomyślałem o tym!
-Lau... - Gdy dziewczyna zwróciła ku mnie swój wzrok kontynuowałem - Zostań tu. Zaraz przyjdę muszę coś załatwić. Usiądź sobie. Zaraz będę. - zapewniłem ją, po czym ucałowałem jej zarumieniony polik. Gdy dłonią musnąłem jej drugi policzek dziewczyna uśmiechnęła się niepewnie. Ruszyłem w stronę salonu, gdzie zapewne siedziała reszta chołoty. Wszedłem do środka, a tam aż szaro od dymu.
- Jezu, ale nadymiliście!!!! Kurwa, a ja muszę wam coś powiedzieć!!!! - wydarłem się na całe gardło.
- Co się stało?! - zapytała Maia ( Jest w bohaterach :D )
- Od tej pory nie ma libacji i palenia papierosów w domu!!!! Rozumiecie?! - krzyczałem dalej.
-  A co w ciąży jesteś? - zapytała Maia ze śmiechem.
- Ja nie, ale moja dziewczyna TAK - powiedziałem zły a Maia która teraz piła właśnie piwo, wypluła ciecz na podłogę.
- Ale jak to, będziesz wychowywał cudzego bachora?! Oszalałeś!!! - piszczała wściekła Maia.
- To nie jest bachor, tylko dziecko, i nie jest cudze tylko moje!!!! - krzyknąłem zdenerwowany.
- Jak to? Ty będziesz miał dziecko? - zapytała zdziwiona a jednocześnie oburzona brunetka.
- Tak, a teraz ten dym wykurzyć stąd, i ten alkohol, bo od tej pory moja dziewczyna i nasze dziecko, które jest w drodze będą mieszkali z nami!!! - wrzeszczałem, a oni wszyscy otworzyli buzie ze zdziwienia. Jake jako pierwszy ogarnął się z szoku i podszedł do mnie.
-A jeśli się nie zgodzimy to co? - czy mnie oczy mylą czy on mi się właśnie stawia? Ojj nie.... tak być nie może. Jak na szefa przystało, wypiąłem dumnie swoją pierś i spojrzałem na upitego chłopaka.
-Chcesz się przekonać? - W tej chwili podszedł do nas Mike. A raczej podszedł od tyłu do Jake'a chwytając go za ramię, jednocześnie szepcząc mu:
-Daj spokój. Chodź. - mięśnie rozjuszonego Jake'a napięły się, a chwilkę potem odepchnęły szatyna (Mike'a) na odległość paru metrów. Co jak co ale alkohol zawsze na niego źle działa.
-To też nasz dom i my też mamy prawo mieć zdanie! - warknął Jake podchodząc jeszcze bliżej do mnie. Teraz już czułem jego cuchnący alkoholem oddech. Odepchnąłem go jak najprędzej od siebie.
-Chyba zapomniałeś o tym że to JA tu jestem szefem i to Ja decyduje co i jak. A tak po za tym to cuchniesz jak pies! - Jake po raz kolejny zmierzył go wściekłym spojrzeniem. I wtedy się zaczęło....


Heja!!! Co tam kochani? Wiem rozdział jest trochę późno, ale mam nadzieję, że wam się spodoba, ponieważ to pierwszy rozdział napisany z Patata Ciastko:*
                                                                                                      #Wiktoria Lynch#
Witam kochani! Mam nadzieje, że rozdzialik przypadł Wam do gustu :)
Ps: Komentujcie, obserwujcie, dawajcie głosy w sondach... bo to daje kopa! xD
                                                                                                              Patata Ciastko:*
                                                                                                   

5 komentarzy:

  1. Kocham. Uwielbiam. Wszystko naraz. ;)
    Rozdział wyszedł wspaniale.
    Chce nexta!
    Christine

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział po prostu zajebisty !!!
    Macie ogromny talent :)
    Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Rossy jako szef <3
    Świetny rozdział, czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Trafiłam wczoraj na ten blog od Ciastka i przeczytałam wszystkie rozdziały.
    Macie cudownego bloga i zazdroszczę wam takich pomysłów;D
    Tak mnie wciągneło to opowiadanie, że nie mogę doczekać się następnego rozdziału:D
    Ciekawe, czy będzie bitka między Rossem, a Jake'iem...
    I jeszcze ten odpowiedzialny Ross... w serduszku ciepło mi się zrobiło, jak to czytałam♥
    Sorki, że się tak rozpisałam... nie dobra ja xD

    OdpowiedzUsuń