*Oczami Laury*
Obudziłam się na łóżku ginekologicznym, tylko co ja tu robię. Chwilę potem zauważyłam jak do gabinetu wchodzi moja mama, a za nią........Ross. O NIE!!!!
- Jak mogłaś się przespać z jakimś chłopakiem?! - zaczęłam na mnie krzyczeć. Acha, czyli Ross jej nie powiedział, że to z nim się przespałam.
- Niech pani na nią nie krzyczy!!! Ona nie może się denerwować!!! - krzyknął zły Ross. O co mu chodzi, dlaczego nie mogę się denerwować.
- Nie obchodzi mnie to!!! - krzyczała moja mama - Mogła się nie puszczać z jakimś fagasem!!! A w ogóle co cię to obchodzi, nawet jej nie znasz!!!! - krzyczała dalej, a ja się bałam odezwać.
- A tu się pani myli, bo ją znam i to ja jestem tym ,,fagasem'' z którym ona się przespała, więc jestem także ojcem tego dziecka, i nie życzę sobie, żeby pani ją denerwowała!!! - krzyknął Ross, a ja zdziwiona zapytałam:
- Jakiego dziecka? - lecz nie uzyskałam odpowiedzi.
- Co? To ty się z nią przespałeś, i jeszcze śmiesz na mnie krzyczeć, ty pewne nawet nic do niej nie czujesz!!! - krzyknęła moja mama.
- Dla pani wiadomości ja kocham ją i nasze dziecko!!! - wykrzyczał Ross.
- Jakie dziecko do cholery?! - krzyknęłam ja zła.
- Jesteś w ciąży - powiedziała spokojniej moja mama, a mnie zamurowało - Podziękuj tej blondyneczce, a jeżeli go nie usuniesz - tu wskazała na mój brzuch - nie chcę cię widzieć na oczy!!! - wykrzyczała mi w twarz, a ja i Ross spojrzeliśmy na nią zaszokowani. Jezu jestem w ciąży, ale nie mogę usunąć tego dziecka, muszę sobie poradzić.
- Ja nie usunę tego dziecka - powiedziałam spokojnie, a po moich policzkach spłynęły łzy, zauważyłam jak moja mama kipiąc złością wychodzi i jak Ross wzdycha z ulgą.
*Oczami Rossa*
Cieszę się, że Lau nie usunie naszego dziecka, może i jestem chuliganem, ale też mam uczucia. Podszedłem do Laury, która płakała i ją przytuliłem, a ona wtuliła się we mnie jak w misia.
- Co ja teraz zrobię? - zapytała Lau - Nawet nie mam gdzie się podziać - łkała.
- Zamieszkasz u mnie - powiedziałem pewnie.
- Ross, ja wiem teraz chcesz dobrze, ale to ci się znudzi i mnie zostawisz....- zaczęła, ale przerwałem jej pocałunkiem ona go odwzajemniła.
- Przyrzekam, że wy mi się nigdy nie znudzicie, zamieszkaj ze mną będzie dobrze - poprosiłem i delikatnie dotknąłem jej brzucha.
- Dobrze - odpowiedziała i znowu mnie przytuliła.
Tą chwilę jednak przerwał lekarz, który wszedł.
- O widzę, że się obudziłaś - powiedział dość radośnie - Gdzie się podziała twoja mama? Muszę z nią ustalić który lekarz będzie prowadził twoją ciążę - dokończył.
- Moja mama nie chce mnie widzieć, więc ja wszystko z panem ustalę - powiedziała spokojnie Lau, a lekarz skinął głową na potwierdzenie.
*Oczami Laury*
- No więc kto ma prowadzić twoją ciążę? - zapytał lekarz.
- No ja bym chciała, żeby pan - powiedziałam.
- No więc załatwione - powiedział - Tu masz kartę ciąży i możecie iść do domu.
- Dziękuję. Do widzenia - powiedziałam i razem z Rossem opuściliśmy gabinet i skierowaliśmy się do mnie do domu po rzeczy..........
Heja!!! I jest rozdział, nie jest za ciekawy, mnie się nie podoba, ale cóż życie :)
#Wiktoria Lynch#
Rozdział cudny i nawet nie pisz, że jest inaczej :)
OdpowiedzUsuńCzekam na next z niecierpliwością :*
P.S. pisz go szybko, bo nie wytrzymam z ciekawości, co będzie się dalej działo ^^
Dziękuję bardzo :) Next niestety nie wiem kiedy się pojawi bo narazie nie będę miała czasu, ale postaram się, żeby był jutro :)
UsuńBiedna Laura, a Rossy jest kochany <3
OdpowiedzUsuńCudowne *^*
OdpowiedzUsuńDopiero zaczęłam czytać twojego bloga i czyje że zostanę tu na dłużej:D
OdpowiedzUsuńHeh :) Dziękuję bardzo, ale to jest blog nie tylko mój ale i Pataty Ciastka:*
Usuń