wtorek, 3 czerwca 2014

NEW BLOG!!!!

Hejcia kochani!!!! Tu #Wiktoria Lynch# założyłam nowego bloga, mam nadzieję, że się spodoba :) klik :) Kocham was <3

wtorek, 27 maja 2014

HEJKA!!!!

Słuchajcie kochani!!!!! Mam dla was wiadomość. Rozdziały będą się pojawiać rzadziej ponieważ...............Jestem w ciąży. Stało się co zrobić. Nie rezygnuję z prowadzenia bloga, tylko będę mniej pisać niż dotychczas. Przepraszam.
                                                                                                          #Wiktoria Lynch#
Co ja mogę dodać od siebie...? Hm... na pewno nic mądrego...
Rozdziały będą rzadko, ale będą. Obiecujemy.
Co do wiadomości..szok był.. nie przeczę.
Kończąc, życzę mojemu pokemonkowi zdrowia i siły... psychicznej jak i fizycznej.
                                                                                                            Patataciastko:**

poniedziałek, 26 maja 2014

ROZDZIAŁ 10

(...) -Chłopie... będzie dobrze... zobaczysz...- czyj to głos? A co najważniejsze... czyja to ręka klepie mnie w pocieszającym geście po plecach?! Przecież doktor Grover stoi koło Lau i ją bada. Eee... jak on stoi tam... to kto stoi za mną?! Starłem słone łzy z policzków, po czym podniosłem się z klęczek. Spojrzałem na tą osobę... Mojej miny określić słowami na pewno się nie dało...
A..a..ale jak? Ja.. jakim cudem?
- Pan Marano? - zapytałem oszołomiony jego obecnością.
- Tak, przecież nie mógłbym zostawić mojej jedynej córeczki - powiedział spokojnie, ale z widocznym smutkiem - Rozwodzę się z Kate ( mama Lau ) jak ona mogła tak potraktować Laurę. Wybacz mi za to co powiedziałem.
- Nie wiem czy powinien pan mnie przepraszać. Powinien pan raczej przeprosić Lau......- nie dokończyłem bo z sali wyszedł lekarz. - I co z nią?! - zapytałem niespokojnie.
- Wszystko na razie jest dobrze, ciąża nie jest zagrożona i rozwija się prawidłowo, ale to najprawdopodobniej z się stało na tle nerwowym. Ona jest w ciąży, nie może się denerwować - powiedział lekarz.
- Tak, dobrze, rozumiem, dopilnuję tego - powiedziałem - Mogę do niej wejść?
- Proszę wejdź, tylko ostrzegam... Ona jest tak trochę zdołowana tym wszystkim, więc proszę rozmawiać z nią spokojnie. Zaraz przyniosę wypis - powiedział doktor, i ruszył do lekarskiego, a ja odwróciłem się do ojca mojej Lau.
- Wejdzie pan ze mną? - zapytałem.
- Nie, ty powinieneś wejść sam - powiedział i klepnął mnie przyjacielsko w plecy, już miałem wchodzić, ale jeszcze - I nie mów do mnie pan, tylko Sam ( ojciec Lau ).
- Dobrze.......Sam - powiedziałem trochę niepewnie i wszedłem do sali mojej ukochanej........
Moim oczom ukazała się drobna brunetka. Siedziała w pozycji pół leżącej na łóżku. Jej wzrok utkwiony był w jednym punkcie. Podążyłem za jej wzrokiem. Okno. To w nie Lau się tak wpatrywała. Zamknąłem za sobą cichutko drzwi.
-Wiesz co Ross? - na dźwięk jej głosu, znieruchomiałem. Myślałem że ona nie wie że tu jestem. Przecież nawet mnie nie zobaczyła. To jak ona...? -Czasami zastanawiam się czy to wszystko ma jakikolwiek sens. - zmieszany słowami dziewczyny ruszyłem powoli w stronę jej łóżka. Złapałem jej bladą, maleńką dłoń w moją. Jaka ona jest krucha... Lau nie odrywając wzroku od krajobrazu za oknem lekko przesunęła się, aby zrobić mi miejsce. Usiadłem po jej lewej stronie.
-Co masz dokładnie na myśli? - spytałem drżącym głosem. Matko!? Co ta dziewczyna ze mnie robi!?
-To..- wzięła głęboki oddech - To nie powinno się nigdy stać. Jesteśmy z innych światów i... - zaniepokojony jej słowami przerwałem jej.
-Żałujesz...? Żałujesz tej nocy i tego... co się między nami wydarzyło? - mój głos nie był ostry. On tylko zdradzał mój niepokój i niepewność. Lau oderwała wzrok od okna i spojrzała na mnie. Jej oczy były czerwone i opuchnięte od płaczu. -Lau... - wyszeptałem po czym przyciągnąłem ją do siebie. Delikatnie objąłem jednym ramieniem dziewczynę w tali. Zaś drugą dłonią przeczesywałem jej faliste kasztanowe włosy. -Dlaczego masz wątpliwości? Przecież wiesz, że cię kocham. Was kocham. - dodałem po chwili.
-Ross... nie o to chodzi...- urwała łkając w moją koszulkę.
-To mi wytłumacz. Proszę... I przestań płakać - jak na zawołanie dziewczynie polało się jeszcze więcej łez.
-Chodzi o to, że... że.. To nie mało być tak.. - moje oczy ledwo trzymały się w oczodołach.
-Jak to? Nie rozumiem. - coraz bardziej bałem się gdzie ta konwersacja może nas doprowadzić.
-Nie zrozum mnie źle... ale ja nie miałam wyboru... Z jednej strony ten stary, samotny dziad, a z drugiej nachalny kobieciarz. Co ja miałam zrobić?! Nie miałam zasranego wyboru! - na końcu podniosła głos.
-Jaki samotny kobieciarz?! I jaki nachalny dziad? - z przerażenia język zaczął mi się plątać. -Błagam, powiedz wprost, bo nic nie rozumiem.
-Musiałam ci się w końcu dać przelecieć, żeby nie mieć ślubu z tym dziadem! Błagam nie miej mi tego za złe, ale to już dla mnie za dużo!- szczęka mi opadła. Po prostu mnie zatkało. Nie potrafiłem wymówić ani jednego słowa. -Ciągle się do mnie dobierałeś, a matka chciała mnie wydać w ręce jakiegoś starego typa, który chciał bym była tylko przez niego, tylko i wyłącznie przez niego rozdziewiczona.. I wtedy wpadłam na pewien pomysł. Polegał on na tym, aby stracić z tobą dziewictwo jednocześnie wywijając się z małżeństwa. Ale wszystko poszło wspak! Zamiast się od ciebie oddalić.. jeszcze bardziej przybliżyłam, a do tego mamy dziecko! Ja mam przecież tylko 15 lat! Co ze szkołą?! - biadoliła rozpaczliwie, a ja stałem jak słup soli i nie wiedziałem co zrobić.
- Ale....ale....jak.....co? Jak mogłaś?! - krzyknąłem nagle.
- Przepraszam, nie wiedziałam, że to się tak skończy - powiedziała nadal załamana.
- Jezu, to ja miałem cię przelecieć i rzucić, a nie ty mnie - mówiłem już spokojnym tonem, a ona na mnie spojrzała i zaczęła jeszcze bardziej płakać. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie co powiedziałem.
- Lau.......nie chodziło mi o to teraz ja cię kocham ale.........- nie dała mi dokończyć.
- Nie chcę cię nigdy więcej widzieć!!!! Wyjdź i nie wracaj!!!!!!!! Nienawidzę cię!!!!!!! - krzyczała na cały szpital - A dziecka nie zobaczysz, sama je wychowam!!!! - warknęła na koniec, a ja poczułem jak moje nogi uginają się pode mną. Gdybym się nie podparł o ścianę, jestem pewien że zaliczyłbym glebę.
-Lau... błagam... - zacząłem lecz ta odwróciła się ode mnie, poświęcając całą swoją uwagę widokowi za oknem, a jednocześnie mnie ignorując. -Lau... - ponowiłem próbę, lecz ta mi przerwała.
-Nie. Mów. Do. Mnie. Lau.- mówiła już o wiele spokojniejszym głosem -Wszystko co było między nami skończone.- mimo że jej słowa raniły mnie jedno po drugim starałem się myśleć racjonalnie.
-A gdzie zamieszkasz? Przecież....
-Wyjdź!!! - wrzasnęła jak jeszcze nigdy. Spuściłem głowę i zrobiłem tak jak kazała... wyszedłem ze szpitala...


*Oczami Laury*
Zaraz po jego wyjściu sięgnęłam do torebki po moją komórkę. Wystukałam pospiesznie zaufany numer na klawiaturce, po czym przyłożyłam komórkę do ucha. Zdążyło minąć kilka sygnałów zanim odebrała...
~Grace?
~Lau!? Co się stało!?
~Jestem w szpitalu...
~W... w szpitalu!? Co się stało!?
~Spokojnie... Wszystko jest w porządku...
~Ale...
~Proszę cię Grace... Żadnych zbędnych pytań. Chciałam się ciebie tylko zapytać czy mogłabym u ciebie zamieszkać na parę dni...
~Ale to oczywiste przecież.. ale co się stało z tobą i...
~Błagam przestań...
~No dobrze... zaraz przyjadę z bratem po ciebie.
~Dziękuję...


Hejcia kochani!!!! Przepraszam dzisiaj nie jestem w stanie pisać notki, ponieważ śmieję się jak opętana :) Oddaję głos Patataciastko:**
                                                                                                         #Wiktoria Lynch#


Pokemonek oddał mi głos...wow xD
Tak więc... powracając do tematu... ale przecież nie było żadnego...
No nie ważne. Odbija mi. Wybaczcie. Mam nadzieje że rozdzialik się podoba. Pisajcie swe opinie :D
Macie ochotę...to wpadać:
 http://story-of-two-amazing-people.blogspot.com/
                                                                                                         Patataciastko:**



sobota, 24 maja 2014

HEJCIA KOCHANI!!!!!

Hejka, tu #Wiktoria Lynch#, albo jak mówi na mnie Patata Ciastko:* Pokemonek:*. Chcę wam powiedzieć, że założyłam nowego bloga, mam nadzieję, że go odwiedzicie, i będziecie komentować :) Oto on: klik Kocham was <3
                                                                                                        #Wiktoria Lynch#

sobota, 17 maja 2014

HEJA!!!!

Heja kochani, przepraszam, że na razie nie ma rozdziału, ale już się piszę, mam do was wielką prośbę. Bo jest dziewczyna która prowadzi niesamowitego bloga, ale niestety nikt go nie czyta :( Ja kocham tego bloga, i mam nadzieję, że wejdziecie na niego i skomentujecie. Tu macie linka: http://opwiadaniaorossielynchuir5.blogspot.com/ Proszę komentujcie go!!!!! Kocham was ♥♥♥
                                                           
                                                                                            #Wiktoria Lynch#

wtorek, 13 maja 2014

ROZDZIAŁ 9

I wtedy się zaczęło... Pijany Jake zaczął okładać mnie swoimi łapskami. Tsaa... okładać... gdyby mnie jeszcze nimi trafił. Patrzyłem litościwym wzrokiem na niego, tak około dziesięciu sekund. Gdy już się w końcu zmęczył, zarzuciło nim lekko. Wprost na kant szafki, ale na szczęście w porę go złapałem.
- I po co ci to było chłopie? - zapytałem z ironią w głosie.
- Bo ja nie pozwolę, żeby zamieszkała tu jakaś lafirynda, po tym jak zrobiłeś jej dziecko!!! - krzyknął wyswobadzając się z mojego uścisku - A co z Lau?! Z nią też będziesz miał dziecko, to ona powinna tu zamieszkać!!! Przecież tak bardzo ci na niej zależało! - krzyczał dalej wymachując energicznie rękoma.
- Ale to właśnie Lau będzie tu mieszkać, to ona jest tą dziewczyną!!! - warknąłem na niego. Chłopak zmrużył brwi i patrzył na mnie intensywnie. Pewnie jego zapity móżdżek nie ogarnia tego wszystkiego. Po chwili niepewności na jego ustach pojawił się szczery uśmiech.
-Lau? Tą dziewczyną jest Lau? Zostanę wujkiem? - majaczył z wielkim bananem na twarzy. Przewróciłem oczami. I właśnie w tym momencie podskoczyli do nas pozostali domownicy.
-Ale jak ty to sobie wyobrażasz? - syknęła Maia.
- Normalnie - odpowiedziałem spokojnie.
- Ale ty się na ojca nie nadajesz!!! - krzyknęła - Ten bachor zniszczy ci życie - powiedziała, a ja się porządnie wkurwiłem. Nie będzie mi szmata obrażać potomka!
- To nie jest bachor, tylko moje dziecko! Ile razy mam ci to powtarzać!!! - wykrzyczałem jej w twarz.
- Zamknij się Maia, Ja chcę być wujkiem!!! - dołączył się Jake, nadal szczerząc się z ogromnym uśmiechem.
- No właśnie! Ja też - dopowiedział Mike - A ty nie chcesz być ciocią?
- Nie, nie chcę!!! - wykrzyknęła i wybiegła z salonu, w którym się znajdowaliśmy.

*Oczami Lau*
Słyszałam same doniosłe wrzaski. A co jeśli przeze mnie wyrzucą Ross'a z domu? Co jeżeli wszyscy skończymy na ulicy? A co z dzieckiem...?
-Ty dziwko! Co ty tu jeszcze robisz!? - gwałtownie odwróciłam głowę w stronę, z której wydobywał się niesamowicie piskliwy i nieprzyjemny głos. Moim oczom ukazała się obca dziewczyna. Jej brązowe, pofalowane włosy opadały zmysłowo na ramiona. Oczy płynęły żywą kawą, a w nich dostrzegłam żarzące się iskierki. Nie radości czy miłości... tak jak u Ross'a. Tylko wściekłości, a wręcz furii. Zlękniona skuliłam się lekko, gdy zaczęła do mnie podchodzić. - Pytam się ciebie! Co ty tu jeszcze robisz?! Wypierdalaj stąd! - Darła się w nieba głosy. Przez moje zaszklone oczy już nic nie widziałam. Kompletnie.
- Zostaw ją w spokoju!!!! - nagle znikąd pojawił się Ross.
- Bo co?! - krzyczała dalej Maia.
- Bo to moja dziewczyna, i po drugie jest w ciąży i nie może się denerwować!!!! - Ross także krzyczał. Kiedy oni się kłócili mnie nagle zaczął boleć brzuch, ale oni tego nie zauważyli. Po chwili była tylko ciemność.

*Oczami Rossa*
Kłóciłem się z Maią, gdy nagle zaważyłem, że Lau leży na ziemi nieprzytomna. W moim gardle pojawiła się gula, przez co nie potrafiłem się wydrzeć na Maię, że to jej wina. A zresztą i tak już spieprzyła dziwka jedna. Bez słowa podbiegłem do Laury. Podłożyłem dłoń pod jej kark. Przyłożyłem głowę do jej klatki piersiowej, aby sprawdzić czyjej serce bije...Bije czyli żyje!! Tylko co ja mam teraz zrobić?! Przecież na motorze nie dam rady jej zawieść, a pogotowie do tej niebezpiecznej części miasta nie dojedzie. Nie ma bata.
-Stary...- usłyszałem głos Jake'e. Kiedy on się tu znalazł? -Zawiózłbym was, ale po pijaku raczej nie da rady... Ty weź mój samochód. - powiedział na jednym tchu rzucając we mnie kluczykami do swojego nowego audi. Spojrzałem na niego z wdzięcznością. Energicznie podniosłem się z klęczek i wziąłem Lau na ręce. Była leciutka niczym piórko, a wyglądała tak niewinnie...
- Nie martw się skarbie, zaraz będziesz w szpitalu, wszystko będzie dobrze - mówiłem do niej spokojnie kiedy byliśmy w drodze. Jednak moje serce waliło jak oszalałe, a ręce drżały z przerażenia. Co jeśli coś im się stanie!? Co jeśli mojej małej Lau i mojemu małemu słoneczku coś zagraża? Do jasnej cholery!! Dlaczego zawsze musi się coś stać?! Naprawdę mi na nich zależy. Jak na nikim innym... No nie wliczając Jake'a i Mike'a, bo Mai to nawet nie liczę do znajomych! Od dzisiaj jest dla mnie skończonym zerem! Nikim! Jak ona mogła tak potraktować Lau?! To ja zawsze dbałem o nią jak o siostrę i przygarnąłem, a ona tak mi się odwdzięcza! Nie rozumiem jej i nawet nie chcę!
Zanim zdążyłem się obejrzeć, dojechaliśmy na miejsce. Zaparkowałem niedaleko wejścia, po czym jak oszalały wyleciałem z samochodu. Podniosłem ostrożnie dziewczynę, leżącą na tylnych siedzeniach i wyjąłem z samochodu. Miała nadal zamknięte oczy...
-Ratujcie ją ktoś!! Niech ktoś pomoże!!!- darłem się biegnąc z dziewczyną na rękach przez korytarz pełen ludzi. Niespodziewanie zza zakrętu wyłonił się lekarz prowadzący ciążę Laury. Jak mu było... Gra... Gru...Gro... Grover! Tak, doktor Grover!
-Proszę pana!- zawołałem, aby mógł mnie zauważyć, jak i rozpoznać. -Doktorze Grover!! Tutaj!! - lekarz gdy tylko mnie ujrzał uśmiechnął się lekko. Lecz po chwili jego uśmiech znikł tak szybko, jak i się pojawił. Zakasał swój biały kitel i podbiegł do mnie.
-Co jej jest?! Coś ty jej zrobił?! - warknął na mnie zły, a jednocześnie zaspokojony stanem swojej młodej pacjentki. Ruchem ręki pokazał mi, że mam podążyć za nim. Szliśmy i szliśmy, a droga do jakiejkolwiek z sali dłużyła się i dłużyła. W końcu łysawy mężczyzna skręcił w stronę jednych z drzwi. Weszliśmy do środka jakiejś operacyjnej sali... chociaż sam nie wiem, nie znam się.
-Ja jej nic nie zrobiłem prze-pana! Nawet bym jej nie tknął! Po prostu pokłóciła się z jedną z moich... znajomych - zapewniałem go gorączkowo, kładąc delikatnie Laurę na pryczę. Ciało dziewczyny ani drgnęło. Po zrobieniu wszystkiego co w mojej mocy ukucnąłem obok brunetki i wziąłem jej malutką, kruchą oraz bladą dłoń w swoją. Lekarz w tym czasie zaczął gorączkowo robić wszystkie potrzebne badania. Co ja jej zrobiłem?! Mała miała całe życie przed sobą, a ja przez moje bezczelne i dziecinne zachcianki to wszystko spieprzyłem! Mogła mieć cudowne życie i się nim cieszyć! A ja to spieprzyłem...
-Spieprzyłem!!!- wściekły sam na siebie, ryknąłem na cały szpital waląc pięścią o lodowatą posadzkę. No i proszę! Moja chwila słabości nadeszła...łzy.. to ich się przez całe życie bałem najbardziej.
-Chłopie... będzie dobrze... zobaczysz...- czyj to głos? A co najważniejsze... czyja to ręka klepie mnie w pocieszającym geście po plecach?! Przecież doktor Grover stoi koło Lau i ją bada. Eee... jak on stoi tam... to kto stoi za mną?! Starłem słone łzy z policzków, po czym podniosłem się z klęczek. Spojrzałem na tą osobę... Mojej miny określić słowami na pewno się nie dało...



Hejka kochani, dzisiejszy rozdział napisała dla was Patata Ciastko:** Ja niestety nie mam weny :( Ostatnio mam dużo na głowie, i nie mam czasu :( Ale troszeczkę napisałam, ale jednak bardzo mało :( Proszę komentujcie :)
                                                                                              #Wiktoria Lynch#
Hejcia! Mam nadzieje że się podoba :D Mały poślizg... wiemy, ale tak jakoś wyszło.
Razem z pokemonem :* prosimy o komentarze :) Także... motywujcie nas kochani :D
Jakbyście mieli ochotę zapraszam :
http://story-of-two-amazing-people.blogspot.com/ 
                                                                                             Patata Ciastko:**


sobota, 10 maja 2014

HEJKA!!!!!

Hejka!!! Słuchajcie tu #Wiktoria Lynch# mam do was prośbę, bo mam jeszcze jednego bloga i nikt na niego nie wchodzi i może macie ochotę............ Tu macie link: www.lynchowie.blogspot.com Piszę to ponieważ nikt nie komentuje :((( Oczywiście tamtego bloga :(((( Zapraszam!!!! Proszę wchodźcie i komentujcie!!! A rozdział pojawi się może jutro :) Kocham was <3
                                                                                                      #Wiktoria Lynch#